Siedmioletni Kacper, kiedy w Nowy Rok przywieziono go do szpitala, ważył osiem kilogramów. Mimo starań lekarzy zmarł nazajutrz. Dlaczego sądowy kurator i opieka społeczna nie potrafili zapobiec tragedii? 33-letnia Anna z Bogatyni samotnie wychowywała siódemkę dzieci. Nie pracowała, od wielu lat korzystała z pomocy opieki społecznej, od której otrzymywała wsparcie finansowe i opał na zimę. Najmłodsze dzieci miały opłacony pobyt w przedszkolu i posiłki. O ojcu sąsiedzi mówią: wolny ptak, który nie interesował się dziećmi. Matka Kacpra mówi, że chory syn i tak by umarł. Prokuratura postawiła jej zarzut narażenia dziecka na niebezpieczeństwo utraty życia. Grozi jej kara do pięciu lat pozbawienia wolności. Pozostałe dzieci sąd umieścił w rodzinach zastępczych. Prokuratura nie wyklucza, że zarzuty usłyszą osoby, które odpowiadały za opiekę i nadzór nad rodziną Anny. Więcej na
www.uwaga.onet.pl (kdp)